Místa

Třikrát K/Trzy razy K

Když nás koronavirus uzamkl v domovech a ve vlastních hranicích, nedalo se dělat nic než respektovat vládní nařízení a přizpůsobit se. Nastal čas hibernace a zklidnění. Nedalo se chodit nikam a veškerá dobrodružství člověk zažíval prostřednictvím stránek knih, médií či internetu. Potom ale začalo postupné uvolňování nejpřísnějších zákazů a byl povolen volný pohyb.

Kiedy koronawirus zamknęł nas w domach i w własnych granicach, nie było innej opcji niż szanować ustanowienia władz i dostosować się. Zaczęła się hibernacja oraz uspokojenie. Nie było możliwości wychodzenia i największe przygody miały miejsce w książkach, mediach lub Internecie. Potem jednak powoli najgorsze ograniczenia zostały skasowane i wolne poruszanie się zostało dozwolone.

Pominu-li vše, co již bylo o koronaviru napsáno a jak jsem ho sama vnímala, chtěla bych se podělit o dojmy ze tří výletů, jež se mi podařilo v období mezi prvním květnem a šestým červnem uskutečnit. Náhoda tomu chtěla, že všechny lokality začínají na K – proto jsem dnešní článek pojmenovala právě po tomto písmeni.

Nie biorąc pod uwagę wszystkiego, co zostało na temat wirusa napisane oraz własnych opinii, chciałabym podzielić się wrażeniami z trzech wycieczek, które udało mi się zorganizować między pierwszym majem i szóstym czerwcem. Przypadkiem wszystkie lokalizacje zaczynają się na K, stąd imę mojego dzisiajszego wpisu.

Mým prvním cílem bylo město Kolín, kde bydlí moje oblíbená teta, a které jsem už delší dobu chtěla více poznat. Nevyšlo to kvůli omezením úplně, jak jsem si představovala, ale i tak se mi výlet líbil. Zejména díky slunečnému počasí, jarní přírodě, tetině štědrosti a výborným zákuskům. Prošly jsme se společně po Kmochově ostrově, pozdravily medvídky ze seriálu „Potkali se u Kolína” a zavítaly i do uliček kolem hlavního náměstí. Škoda jen, že se nedalo zajít do kostela a dalších památek a posedět v kavárně tak, jak bych si bývala přála. I bez těchto poznávacích atributů však Kolín působil přívětivě.

Pierwszym miastem, gdzie się zatrzymałam, był Kolín. Miejsce, gdzie mieszka moja ulubiona ciotka, którą już pare razy odwiedziłam i dlatego wiedziałam, że warto tutaj wrócić i bardziej się miastu przyjrzeć. Z powodu ograniczeń nie mogłyśmy odwiedzić wszytkich zabytków, ale wyspę Kmocha i rzeźby miśków z bajki „Spotkali się pod Kolinem” zobaczyłyśmy. Szkoda, że nie było możliwości wejścia do środka kilku pięknych kościeli lub posiedzienia w kawiarni. Jednak dzięki słonecznej pogodzie, wiosennej przyrodzie, dobrocie mojej ciotki i wyśmienitym ciastkom uważam wycieczkę za udaną.

Druhým městem začínajícím na K, kam jsem se vypravila, abych zahnala své cestovatelské roupy, je Kutná Hora. Město, respektive jeho historické centrum, je zařazeno do světového dědictví UNESCO a já už jsem si z poslední návštěvy v roce 1994 moc nepamatovala. Cesta vlakem se nakonec ukázala jako mírně komplikovanější, když jsem se z hlavního nádraží musela přesunout ještě na Kutnou Horu Město, ale vše jsem zvládla a vydala se na pěší prohlídku pamětihodností.

Drugie miasto zaczynający na K, dokąd się wybrałam, żeby usatysfakcjonować moich pragnących przeżyć związanych z podróżowaniem komórek, to Kutna Hora. Jej centrum historiczne jest zapisane na liście UNESCO. Już kiedyś odwiedziłam tę perlę, choć przyznaję, że z pobytu w 1994 roku nie pamiętałam prawie niczego. Podróż pociągiem okazała się w końcu bardziej skomplikovana niż się spodziewałam, bo z dworca centralnego musiałam podjechać kolejnym pociągiem do przystanku Kutna Hora miasto i dopiero stąd mogłam pieszo zwiedzać miasteczko.

Nejprve jsem se obávala, že mě chrám sv. Barbory nijak nedostane, až ho uvidím, nicméně pravý opak byl pravdou. Jakmile vykoukl zpoza jezuitské koleje, jejíž blízkost dodává celému místu na ucelenosti, spadla mi brada. I když jsem znala podobu chrámu z obrázků a fotek, živá realita dalece překonala moje očekávání. Chrám působil jako kdesi v zahraničí a díky okolnímu parčíku a výhledu do krajiny jsem měla jedinečný pocit, že jsem se ocitla na výjimečném místě. Další procházka městečkem provázená starobylými domy, zahradami v rekonstrukci či vůní odkvétajícího šeříku mě naplnila radostí z poznávání.

Obawiałam się na początku, że wrażenia z Kościela Świętej Barbary będą przeciętne, bo kojarzyłam zdjęcia tego miejca. Jednak było wręcz przeciwnie. W momencie kiedy zabytek pojawił się zza kolegium jezuickiego, które także niesamowicie prezentuje się obok kościela, stanełam z otwartymi ustami. Całość (jeszcze z małym parkiem pomiędzy i widokiem na panoramę reszty miasteczka) wygłąda jak gdzieś za granicą, być może we Włoszech. Poczułam, że charakter tego miejsca jest na prawdę wyjątkowy… Póżniejszy spacer uliczkami z zabytkowymi kamieniczkami, remontowanymi ogrodami i zapachiem odkwitającego bzu sprawił mi wielką przyjemność.

Do třetice všeho dobrého jsme vyrazili s přítelem, kterého jsme mezitím převezli díky uvolněnému cestování mezi Čechami a Slovenskem, do Prahy, aby se tu usadil, na výlet na Kokořínsko. Neměli jsme v plánu žádné ambiciózní turistické výpravy, spíše jsme chtěli vytáhnout paty z města a podívat se do míst, jež ani jeden z nás neznal. Vybrala jsem tedy pro náš výlet okolí hradu Kokořín.

Mówiono, że do trzech razy sztuka i tak było także w tym przypadku. Dlatego że udało się przeprowadzić mojego chlopaka do Pragi, mogliśmy pojechać na przepiękną wycieczkę do okolic zamku Kokořín. Nie planowaliśmy żadnych szlaków turistycznych, chcieliśmy po prostu opuszcić na chwilę miasto, zobaczyć coś nowego, czego nie znaliśmy i pozwolić świeżemu powietrzu, żeby weszło do naszych płuc.

Navštívili jsme vesničku Vojtěchov, vyšlápli na samotný hrad a prohlédli si i geologicky jedinečné „Pokličky”, které vznikly nerovnoměrným zvětráváním různorodých hornin. Ačkoliv poprchávalo a oblohu zakrývaly těžké dešťové mraky, byla jsem z výletu nadšená. Čistý a svěží vzduch chráněné krajinné oblasti i ostrá zeleň přírody mi přišly po náročném týdnu v práci vhod. Ostatně, posuďte sami.

Zaciekawił mnie więc park krajobrazowy Kokořínsko, gdzie poza samym zamkiem, który jest na prawdę piękny, pospacerowaliśmy koło wioski Vojtěchov i zachwiciliśmy się zjawiskiem geologicznym nazywanym „Wieczka”. Chodzi o duże kamienie, które z powodu różnych składników różnie szybko erodują i tworzą takie niby „grzybki”. Pomimo nie zbyt sprzyjającej pogody mi się nasze pierwsze wspólne zwiedzanie bardzo podobało, zwłaszcza po trudnym tygodniu w pracy.

Napsat komentář

Vaše emailová adresa nebude zveřejněna. Vyžadované informace jsou označeny *